Zrobiłabym wszystko, żeby mieć spojrzenie warte miliony.
Nadzieja pojawiła się, kiedy na rynek zawitało serum do rzęs Nanolash. Od razu zrobiło furorę. Okazało się, że łączy jakość produktów kosztujących pół mojej wypłaty z maksymalną skutecznością, a wszystko za przystępną cenę. Długo się wahałam… rozmyślałam… a czy mi to właściwie potrzebne? W końcu zdecydowałam się i od kilku miesięcy używam swojego Nanolasha!
Moje rzęsy zdecydowanie potrzebowały zregenerowania, bo zniszczyłam je przedłużaniem (o ja głupia!). Zamiast zawczasu sięgnąć po wsparcie w formie dobrego serum, chciałam mieć wszystko na już, na teraz, w tym momencie. I co mi z tego wyszło? Po zdjęciu kępek zobaczyłam, że moje naturalne rzęsy stały się cieniutkie, pojaśniały, zmatowiały i było ich bardzo, bardzo mało. Zadziałał może troszkę efekt tego, że przyzwyczajona do kępek poczułam się bez nich naga. Ale nawet kosmetyczka (!) stwierdziła po ściągnięciu przedłużenia, że moje rzęsy mocno się od tego osłabiły i radzi zrezygnować na jakiś czas z podobnych zabiegów.
Wtedy podjęłam decyzję o rozpoczęciu kuracji, która miałaby przywrócić moim rzęsom zdrowie. Zdecydowałam się na odżywkę do rzęs o działaniu pielęgnacyjnym i stymulującym wzrost.
CZEMU NANOLASH?
- To produkt luksusowy, co widać już na pierwszy rzut oka. Wygląda naprawdę dobrze – lubię takie matowe, ciemne, eleganckie wersje kosmetyków. I chociaż jest na tyle poręczny, żeby zmieścić się w każdej kosmetyczce, ja trzymam go na łazienkowym lustrze.
- Kusząca jest konkurencyjna cena. Kiedy inne odżywki kosztują dwa albo trzy razy więcej, Nanolash oferuje dużo lepsze działanie i bardziej dopasowaną do potrzeb rzęs formułę w cenie, która jest do przełknięcia przez każdy portfel.
- Serum charakteryzuje precyzyjne działanie. Formuła jest skoncentrowana i bogata w składniki stymulujące wzrost i pielęgnujące, a nakłada się ją wprost u nasady rzęs, a nie szczotkuje nią włoski, jak przy innych produktach. To zapewnia dużo skuteczniejsze działanie.
To były trzy najważniejsze zalety, które skłoniły mnie do tego, żeby wybrać Nanolash. Oczywiście naczytałam się wcześniej sporo opinii na temat tego produktu i wiem, że blogerki go uwielbiają. Czas opowiedzieć o moich doświadczeniach z tym kosmetykiem. Czy też wpiszę go na listę moich produktów „must have”? Jesteście ciekawe?
ODŻYWKA NANOLASH – JAK DZIAŁA?
Stosowanie
Jak stosować Nanolash? Ja mam już swój codzienny, wieczorny rytuał pielęgnacyjny. Najpierw wykonuję dokładny demakijaż twarzy. Potem przemywam ją raz jeszcze wodą (nie używam do tego żadnych kosmetyków). Potem wycieram do sucha i po kilku minutach krzątania się przy innych rzeczach nakładam Nanolash. Serum nakładam tylko na linię rzęs górnych, chociaż słyszałam, że można też na dolne. Wystarczy jeden ruch pędzelkiem i już, bo przesada w ilości nakładanego produktu też nie jest zbyt dobra, a już na pewno nie przyspieszy pojawienia się efektów.
Rezultaty
Pierwsze efekty można zauważyć już po dwóch tygodniach, ale raczej nie liczyłabym wtedy na rewelacje. Dajcie swoim rzęsom czas. W moim przypadku Nanolash najpierw zadziałał jak odżywcze serum, które zregenerowało, wzmocniło i odpowiednio nawilżyło moje słabe rzęsy. Powiedziałabym, że taki standard.
To, co ciekawsze i bardziej zauważalne dzieje się dopiero później między 3-6 tygodniem (w zależności od tego, jak nasz organizm reaguje na składniki produktu). Po takim czasie uwidaczniają się efekty stosowania Nanolasha, rzęsy wydłużają się, pojawiają się baby lashes, linia rzęs się zagęszcza, a oko staje się lepiej podkreślone. Ja zrezygnowałam ze stosowania maskary na co dzień po 5 tygodniu, bo moje rzęsy stały się wtedy bardzo, bardzo ładne.
Aktualnie mija 4 miesiąc i efekty nadal są, bo jestem na etapie kuracji podtrzymującej, czyli stosuję serum do rzęs Nanolash już tylko 2 razy w tygodniu. Mam tylko nadzieję, że moimi długimi rzęsami będę się cieszyła jak… najdłużej!